„Kim jesteś?”
To pytanie zadałam przez ostatnich dwanaście lat tysiące razy.
I za każdym razem dzieje się dokładnie to samo.
Zapada cisza.
Nie dlatego, że ktoś mnie nie usłyszał.
Nie dlatego, że pytanie było trudne.
Wręcz przeciwnie.
Bo wydaje się tak banalne, że odpowiedź powinna paść natychmiast.
Przecież każdy z nas wie, kim jest.
Prawda?
A jednak…
Zapada cisza.
Czasem trwa kilka sekund.
Czasem kilka minut.
Czasem ktoś spuszcza wzrok.
Ktoś inny zaczyna się śmiać z zakłopotania.
Jeszcze ktoś odpowiada:
„Jestem księgową.”
„Jestem kierowcą.”
„Jestem mamą.”
„Jestem kierownikiem.”
I wtedy pytam ponownie.
Nie pytam, co robisz.
Pytam, kim jesteś.
Powiem więcej „Ja sama ciągle zadaję sobie to pytanie”.
I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa rozmowa.
Nie o pracy.
Nie o CV.
Nie o rozmowie kwalifikacyjnej.
O człowieku.
30 czerwca 2026 roku przekroczyłam 9023 godziny doradztwa zawodowego i psychospołecznego.
To ponad rok mojego życia spędzony twarzą w twarz z drugim człowiekiem.
Nie z klientem.
Z człowiekiem.
Z jego historią.
Lękiem.
Nadzieją.
Milczeniem.
Łzami.
Marzeniami.
I z ogromną odwagą, której często sam w sobie jeszcze nie widział.
To nie jest 9023 godziny mojej pracy.
To jest 9023 godziny Waszych historii.
Na początku prawie zawsze słyszę podobne zdania.
„Nie mam pracy.”
„Chcę ją zmienić.”
„Jestem wypalona.”
„Nie wiem, co dalej.”
„Chciałabym otworzyć firmę, ale się boję.”
„Mam pięćdziesiąt kilka lat. Czy ktoś mnie jeszcze zatrudni?”
„Od lat robię coś, czego nie znoszę.”
„Czuję, że utknęłam.”
I wielu osobom wydaje się, że przyszli po gotową odpowiedź.
Po idealny zawód.
Po przepis na sukces.
Po nowe CV.
Tymczasem…
Bardzo często problem nie zaczyna się w CV. Zaczyna się dużo wcześniej – w momencie, w którym przestajesz wierzyć we własną wartość.
Potrzebują jej oni sami.
Bo kiedy zaczynamy rozmawiać, okazuje się, że problem od dawna nie mieszka w pracy.
Mieszka dużo głębiej.
Przez te dwanaście lat spotkałam ludzi po przemocy psychicznej, a nawet fizycznej.
Po przemocy finansowej.
Po gaslightingu.
Po zdradach.
Po rozwodach.
Po latach słyszenia, że są za słabi.
Za starzy.
Za młodzi.
Za cisi.
Za ambitni.
Za emocjonalni.
Za mało doświadczeni.
Za mało wykształceni.
Za mało…
Aż w końcu sami zaczęli w to wierzyć.
Spotkałam ludzi, którzy od lat żyli w relacjach, w których znikali po kawałku.
Nie tylko w domu.
Także w pracy.
Bo ghostowanie nie dzieje się wyłącznie w świecie randek.
Można być niewidzialnym dla własnego partnera.
Dla własnego szefa.
Dla własnych rodziców.
A najboleśniejsze jest to, że po pewnym czasie człowiek staje się niewidzialny… również dla samego siebie.
I właśnie wtedy wracamy do pytania:
Kim jesteś?
Nie wtedy, gdy ktoś Cię ocenia.
Nie wtedy, gdy ktoś czegoś od Ciebie oczekuje.
Nie wtedy, gdy musisz odegrać kolejną rolę.
Ale…
kim jesteś, kiedy nikt nie patrzy?
To tutaj zaczyna się zmiana.
Nie na LinkedInie.
Nie w CV.
Nie podczas rozmowy kwalifikacyjnej.
Tutaj.
W miejscu, którego często sami boimy się dotknąć.
Dopiero później rozmawiamy o mocnych stronach.
Talentach.
Temperamencie.
Predyspozycjach.
Asertywności.
Preferencjach zawodowych.
Budujemy CV.
List motywacyjny.
Ćwiczymy rozmowy kwalifikacyjne.
Szlifujemy autoprezentację.
Piszę dokumenty aplikacyjne językiem korzyści dla pracodawcy.
A jednak, co jest dla mnie najważniejsze?
Nigdy nie sprzedaję człowieka, którego nie ma.
Ja pokazuję pracodawcy człowieka, którego mój uczestnik w końcu sam zobaczył.
Bo dopiero wtedy dokument staje się prawdziwy.
A prawda ma ogromną siłę.
Każdy uczestnik jest inny.
Każda historia jest inna.
Każda droga wygląda inaczej.
Nie pracuję z kobietami.
Nie pracuję z mężczyznami.
Nie pracuję z młodymi.
Nie pracuję z osobami 55+.
Pracuję z potencjałem.
Podczas spotkań trochę kopiemy. Czasem głębiej, niż uczestnik się spodziewa. Ale przecież nie da się zbudować domu, nie wiedząc, na czym stoją fundamenty.
I uwielbiam moment, w którym ten potencjał zaczyna być widoczny również dla jego właściciela.
Najpierw trzeba odnaleźć siebie. Dopiero później szukać pracy. Bo kiedy wiesz, kim jesteś, dużo łatwiej zdecydować, dokąd naprawdę chcesz iść.
Jednym z najpiękniejszych doświadczeń ostatnich lat jest dla mnie projekt skierowany do osób 55+.
I tu przyznaję. To oni mieli uczyć się ode mnie.
A każdego dnia okazuje się, że to ja uczę się od nich.
Pokory.
Wytrwałości.
Szacunku do pracy.
Odwagi do zmian.
Przypominają mi trochę film „Stażysta” z Robertem De Niro.
Z tą różnicą, że moi uczestnicy nie są bohaterami scenariusza.
Są prawdziwymi ludźmi.
I naprawdę chcą jeszcze więcej.
Jeszcze raz spróbować.
Jeszcze raz uwierzyć.
Jeszcze raz poczuć, że są potrzebni.
Najpiękniejszy moment mojej pracy?
Nie wtedy, gdy ktoś znajduje pracę.
Nie wtedy, gdy otwiera firmę.
Nie wtedy, gdy podpisuje umowę.
Najpiękniejszy moment przychodzi dużo wcześniej.
To chwila, w której patrzę na drugiego człowieka…
i widzę…
że on w końcu zobaczył siebie.
To sekunda.
Nie trwa długo.
Ale zmienia wszystko.
Bo od tego momentu ja zaczynam być coraz mniej potrzebna.
I uwielbiam to uczucie.
Naprawdę.
Bo moją rolą nigdy nie było prowadzenie kogoś za rękę przez całe życie.
Moją rolą było pomóc mu odzyskać sprawczość.
Pokazać kierunek.
A potem patrzeć, jak idzie już własną drogą.
Po swojemu.
We własnym tempie.
Według własnych wartości.
Dzisiaj wielu z Was prowadzi własne firmy.
Awansowaliście.
Zmieniliście zawód.
Odważyliście się odejść z miejsca, które odbierało Wam zdrowie.
Podjęliście trudne decyzje.
Nie tylko zawodowe.
Czasami życiowe.
I choć nie wszystkie nasze spotkania zakończyły się dokładnie tym celem, z którym przyszliście…
To każde z nich prowadziło do czegoś znacznie ważniejszego.
Do odnalezienia kierunku.
Bo cel potrafi się zmieniać.
Kierunek zostaje.
Kiedy zakładałam firmę Do celu!, wydawało mi się, że chodzi o osiąganie celu.
Dzisiaj wiem, że chodzi o coś zupełnie innego.
Nie zawsze najważniejsze jest dojście do celu.
Czasami najważniejsze jest to, że pierwszy raz od wielu lat wiesz, dokąd idziesz.
I że ta droga jest naprawdę Twoja.
Nie rodziców.
Nie partnera.
Nie szefa.
Nie społeczeństwa.
Twoja.
Dziękuję.
Za każde zaufanie.
Za każdą historię.
Za każdą łzę.
Za każdy uśmiech.
Za każdą wiadomość z informacją:
„Mam pracę.”
„Otworzyłam firmę.”
„Odważyłam się.”
„W końcu wiem, kim jestem.”
To nie są moje sukcesy.
To są Wasze sukcesy.
Ja miałam tylko zaszczyt i przywilej przez chwilę iść obok.
I właśnie za to jestem najbardziej wdzięczna.
Bo po 9023 godzinach wiem to, że:
Największym sukcesem doradcy nie jest liczba przepracowanych godzin.
Największym sukcesem jest moment, w którym widzi, że drugi człowiek… w końcu widzi siebie.
Jeżeli jesteś dzisiaj na początku swojej drogi, stoisz na rozdrożu albo czujesz, że gdzieś po drodze zgubiłeś siebie…
Nie szukaj od razu nowej pracy.
Najpierw odpowiedz sobie na jedno pytanie.
Kim jesteś?
Kiedy odnajdujesz siebie, praca przestaje być ucieczką. Staje się świadomym wyborem.
Potrzebujesz jej Ty.
A jeśli jesteś młodym doradcą zawodowym i czujesz, że chcesz rozwijać się mądrzej, głębiej i z większą pewnością siebie, to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Od stycznia 2027 roku otwieram program mentoringowy oraz superwizje dla doradców zawodowych. Będę o nim więcej pisała pod koniec 2026 roku, ale już dziś zapraszam Cię do tej wspólnej drogi.
#PaulinaProsto #PaulinaIgielska #DoCelu #DoradztwoZawodowe #DoradztwoPsychospołeczne #Zmiana #Rozwój #Tożsamość #Praca #Mentoring #Superwizja
Największym sukcesem jest moment, w którym widzę, że oni widzą.
