„Dama nie mlaska” i inne rodzinne legendy – o temperamencie, karmie i chaosie, który uczy miłości
Moja babcia zawsze powtarzała:
„Dama nie mlaska.”
I ja – wychowana przez nią – wzięłam to sobie do serca. Do dziś mam wewnętrzne drżenie na dźwięk siorbania, mlaskania i tego specyficznego „cmoknięcia” przy jedzeniu. Kiedyś myślałam, że to po prostu estetyka. Dziś wiem, że to kod. Kod kobiety, która musiała być elegancka, opanowana, trzymająca fason – nawet wtedy, gdy świat się walił. Kod, który miał zapewniać godność, granice, kontrolę.
A potem urodziłam dzieci.
I świat – ten idealnie poukładany – rozsypał się jak talerz makaronu z rąk mojej córki.
Mam dwoje dzieci i dwoje totalnie różnych temperamentów.
Synek – mój melancholik.
Od pierwszych dni czuły, wrażliwy, z piękną mimiką. Wszystko przeżywa głęboko. Często płacze, gdy coś idzie nie po jego myśli. Czasem tym płaczem manipuluje – zna siłę emocji. Uporządkowany jak mało kto. Nie znosi porażek. Jeśli nie czuje, że wygra – odpuszcza. Jednocześnie… cudownie delikatny, estetyczny. Nawet jedzenie traktuje z godnością. Nie mlaska, nie siorbie, nie rozlewa. Książę.
Córka (każe na siebie mówić ELZA) – moja sangwiniczka z nutką choleryczki.
Je, jakby to była impreza. Rękami, twarzą, duszą. Mleko po brodzie, zupa na czole. I mlaska. O tak, mlaska z radością i bezwstydem. Patrzy mi prosto w oczy, gdy proszę, żeby przestała – i… mlaska jeszcze bardziej. Z uśmiechem, który rozwala każdy system kar i nagród.
Kiedyś próbowałam ją upominać, tłumaczyć, prosić. Dziś wiem jedno – to nie jest walka. To jest lekcja. Dla mnie.

A potem przyszła refleksja:
To przecież wszystko już było.
Mam siostrę. Sangwiniczka z krwi i kości. Zawsze mlaskała. Do dziś to robi. Ma w nosie, że ktoś ją prosi o „ładne jedzenie”. Je jak chce i żyje jak chce.
Mam też młodszego brata. Flegmatyk. Spokojny, wycofany. A ja – starsza siostra, choleryczka – próbowałam go „poprawiać”, „mobilizować”, „ułożonej rzeczywistości” uczyć. Dziś wiem, że popełniłam mnóstwo błędów.
Dziś się z tego śmiejemy. Ale wtedy? To nie było proste.
I teraz moja ELZA. Jakby Wszechświat się uśmiechnął i powiedział:
„Paulina, miałaś być damą, miałaś kontrolować, miałaś porządek.
A teraz… kochaj chaos.”
Bo ona patrzy na mnie tymi swoimi rozbrajającymi niebieskimi oczami i mówi (nawet jeśli jeszcze nie całkiem słowami):
„Mamo, ja będę sobie mlaskać. A Ty i tak mnie kochasz.”
I wiecie co?
Ma rację.
Bo temperament, różnice, konflikty i hałas – to wszystko mieści się w jednym: w miłości.
A ja, kobieta od porządku, od „nie mlaskaj”, uczę się z pokorą, że czasem trzeba pozwolić życiu mlaskać.
I że dzieci są naszymi nauczycielami, nawet wtedy, gdy wycieramy im buzię po raz dziesiąty w ciągu dnia.
#docelu #PaulinaProsto #PaulinaIgielska #DoradztwoZawodowe #mama #temperamentdziecka #rodzeństwo #rodzinahistorie #mlaskanie #karmicznyżart
Temperament, różnice, konflikty i hałas – to wszystko mieści się w jednym: w miłości.
